I’ll be back soon. I promise.
Mój okres testowy dla systemu Android oficjalnie dobiegł końca. Ostateczny wynik? Mam dość, wracam do iOS. To co, że mój iPhone jest stary, ma stare oprogramowanie i często się zacina. Jego obsługa jest poprostu wygodniejsza.
Prostota obsługi (a właściwe jej brak) to jeden z moich głównych zarzutów odnośnie Androida. Dodatkowo ciagłe problemy z RAMem pomimo ciągłego “zabijania” wszystkich aplikacji.
Szalę przechyla jednak sam telefon. Desire Z jest poprostu słabo wykonany, duży, ciężki i zbyt ruchomy. Wysuwana klawiatura jest kompletnie niedopracowana. Jej zawiasy już się wyrobiły i ogólnie mnie denerwują.
W moim iPhonie denerwujące jest tylko zacinanie się. Po kilku zabiegach jest o niebo lepiej, ale i zdarzają się momenty, kiedy zostaje mi 4 MB RAM. Ale przynajmniej nie ma problemów z pojawiającymi się znikąd procesami. Jeśli tylko sytuacja się nie pogorszy to iTelefon zostanie moim głównym telefonem.
To znowu ja! Tak, wiem, dawno tu nie zaglądałem… Prawdę mówiąc zbytnio nie miałem ochoty, ale nie wińcie mnie, po prostu albo nie bylo czasu, ale miałem na głowie inne rzeczy niż pisanie bloga.
Tak, czy inaczej - oto jestem i mam Wam do opowiedzenia kilka rzeczy, które się ostatnio wydarzyły.
Zaczynając od chyba najważniejszej - nastała nam miłościwa wiosna. Co prawda, patrząc teraz za okno mam wrażenie, że chyba się rozmyśliła, no ale przez kilka dni dała o sobie znać. Na pewno nie zmarnowaliśmy tego czasu. Chyba najważniejszym wykorzystaniem danego nam ciepła było rozpoczęcie tegorocznego sezonu rowerowego. W tej kwestii muszę przyznać, że, z tego co pamiętam, nigdy wcześniej nie jeździłem na rowerze w marcu. To było dziwne przeżycie… chociaż całkiem fajne. Na rower “zmarnowaliśmy” dwie niedziele pod rząd. Pierwszą na nasz cel obraliśmy sobie Puszczę Zielonkę w okolicach Kamińska. Początek sezonu był skromny, bo tylko 14,5 kilometrowy.
Druga niedziela to już dalsza podróż. Co prawda wyznaczonego celu nie osiągnęliśmy, ale tylko z powodu ubywającego nam czasu. Nasza trasa zaczęła sie w samym centrum Poznania i wzdłuż Warty, niebieską trasą rowerową zwaną NSR, czyli Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym. Naszym pierwotnym celem bylo Puszczykowo, ale ostatecznie dotarliśmy jedynie na wysokość miejscowości Wiórek. Całość wraz z trasą powrotną wyniosła 30,5 km.
Rowerowo zdążyliśmy wykorzystać jeszcze jedną wolną od zajęć środę, tym razem na małą wycieczkę po Poznaniu.
Święta minęły dość szybko i spokojnie. Spędzone głównie na jedzeniu i oglądaniu seriali, ale też na kilku spacerach. To o czym warto wspomnieć, to dzień po świętach. Nastąpił wtedy przełom - Małgosia zdecydowała się biegać. No i tak przebiegliśmy około 300 m, ale “jak na pierwszy raz to i tak dużo”.
Dzisiaj wróciliśmy już do normalności, czyli zajęć na uczelni i innych codziennych czynności. W najbliższy weekend standardowo praca, ale wybieramy się też na Motor Show 2012. Szczerze już nie mogę sie doczekać. W międzyczasie noidziu wraca do tego co lubił najbardziej, czyli organizacji. Razem z Gosią myślimy o małych podchodach połączonych z grillem i piwem. Chętnych na taką zabawę proszę o kontakt ;)
Wspomniana wcześniej piosenka, która nie chce wyjść z mojej głowy
Arctic Monkeys - R U MINE?
I’m a puppet on a string
Tracy island, time-traveling diamond
Coulda shaped heartaches
Come to find ya fall in some velvet morning
Years too late
She’s a silver lining lone ranger riding
Through an open space
In my mind when she’s not right there beside me
I go crazy cause here isn’t where I wanna be
And satisfaction feels like a distant memory
And I can’t help myself,
All I wanna hear her say is “Are you mine?”
Are you mine?
Are you mine?
Are you mine?
I guess what I’m trying to say is I need the deep end
Keep imagining meeting, wished away entire lifetimes
Unfair we’re not somewhere misbehaving for days
Great escape lost track of time and space
She’s a silver lining climbing on my desire
And I go crazy cause here isn’t where I wanna be
And satisfaction feels like a distant memory
And I can’t help myself,
All I wanna hear her say is “Are you mine?”
Are you mine?
Are you mine?
Are you mine?
And the thrill of the chase moves in mysterious ways
So in case I’m mistaken,
I just wanna hear you say you got me baby
Are you mine?
She’s a silver lining lone ranger riding through an open space
In my mind when she’s not right there beside me
And I go crazy cause here isn’t where I wanna be
And satisfaction feels like a distant memory
And I can’t help myself,
All I wanna hear her say is “Are you mine?”
Well are you mine?
Are you mine?
Are you mine?
(Źródło: youtube.com)
Można powiedzieć, że mamy za sobą pierwsze dni wiosny. No może nie takiej prawdziwej, ale po tych wszystkich mrozach, jakich doświadczyliśmy ostatnimi czasy, temperatura powyżej zera i świecące słońce to coś, na co wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy.
Co prawda dzisiejszy dzień nie był aż tak ciekawy jeśli chodzi o ciepło, lecz nie jest to już to co mieliśmy jeszcze całkiem niedawno. Spędziliśmy go odwiedzając tradycyjny festyn z okazji Kaziuków na poznańskim Starym Rynku. Nic ciekawego jednak tam nie znaleźliśmy.
W tym poście chciałem wrócić do poruszanego przeze mnie już wcześniej wątku sportowego, bowiem właśnie wiosna jest czasem kiedy trezba odłożyć zimowe lenistwo w kąt. Ja zacząłem od codziennych (no może nie tak codziennych) treningów, póki co w domu. Już zacieram ręce na trochę cieplejsze dni, a co za tym idzie bieganie albo rower. Możecie mówić, że mogę to równie dobrze robić teraz, ale aż tak zawzięty i/lub zimnolubny (niestety?) nie jestem.
Apropos biegania… ten sezon będzie musiał obejść się bez systemu Nike+. No może niezupełnie, ale w słuchawkach na pewno go nie usłyszę. Niestety będę musiał obejść się też bez muzyki, która ostatnio dość znacząco mnie pochłonęła. Dla zainteresowanych jest to dyskografia Arctic Monkeys i Kings of Leon. Dawałem też szansę zespołowi Muse, ale jakoś mnie nie porwali. Na pewno nie tak jak ostatni single tych pierwszych brytyjczyków, który nie może wyjść z mojej głowy od piątku (później wrzucę teledysk)… Ale wracając do tematu, dlaczego będę musiał się bez tego wszystkiego obejść? Dlatego, że do słuchawek będzie podłączony iPhone z aplikacją Zombies, Run!
Aplikacja ta jest w pewnym sensie grą, która wymaga od nas wykonywania misji właśnie poprzez bieganie w prawdziwym świecie. I tak właśnie dzięki głosowi lektora w słuchawkach, możemy sobie wyobrazić, że jesteśmy w świecie chociażby z serialu The Walking Dead, wokół nas same zombie, a my musimy szybko zdobyć przedmioty potrzebne do utrzymania naszej bazy i do tego nie dać się złapać. Brzmi genialnie. Oczywiście po zakończonej misji dochodzi aspekt strategiczny odnośnie rozdysponowania naszych zapasów czy ustalenia priorytetów. Dla mnie może to się okazać świetnym motywatorem do kolejnych treningów.
Jak to dokładnie będzie z tymi zaciekłymi treningami to się jeszcze okaże, ale bądźmy pozytywnie nastawieni…

